poniedziałek, 16 listopada 2009

"LATO" Tove Jasson

Panią Tove Jansson kojarzyłam do tej pory tylko z Muminkami i muszę przyznać, że nieszczególnie te małe stworki podobały mi się w dzieciństwie. Co innego teraz, kiedy dojrzałam, i odkrywam je z moimi dziećmi na nowo, ale to inna historia. Teraz gdy w ręce wpadła mi ta niepozorna książka, spodziewałam się znów niestworzonych historyjek, wymyślnych bohaterów i abstrakcyjnych wydarzeń. Nic podobnego. Jakże się pozytywnie... rozczarowałam! Piękna, wzruszająca i mądra książka. Na tle wspaniałej fińskiej przyrody jesteśmy świadkami zderzenia się światów dwóch odległych pokoleń, ich odmienności i oryginalności. Babka i wnuczka, bohaterki opowieści, żyją obok siebie i ze sobą, ucząc się wzajemnej tolerancji i szacunku. Do siebie, do drugiej osoby, do sędziwego i młodego wieku. Toczą przy tym rozmowy o błahostkach i rzeczach ważnych. Bardziej lub mniej dla każdej z nich zrozumiałych. Nie sposób nie doszukiwać się w nich alegorii, porównań i życiowych rad. Wracając do tych samych rozdziałów po kilka razy, za każdym razem odnajdywałam co innego, coś nowego. To pomaga zrozumieć siebie i świat. Taka książka to skarb. Wiem, że będę do niej wracać, po słowa doświadczonej życiem babki czy po dziecięcą naiwność i ciekawość wnuczki. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ja nadal szukam swego miejsca i swojej osoby, ale ta książka już odpowiedziała na kilka moich pytań. Za to ją cenię i polecam dalej innym niestrudzonym wędrowcom ciekawym życia i świata.

"Sophia zrywała kwiaty i trzymała je w ręce, dopóki rozgrzane nie stały się niemiłe w dotyku, wtedy położyła je na babkę i zapytała, jak Bóg może pomóc wszystkim, którzy modlą się równocześnie.
- On jest taki mądry, taki mądry - mruknęła babka sennie spod kapelusza.
- Odpowiedz porządnie - powiedziała Sophia. - Jak on zdoła?
- Ma sekretarza...
- Ale jak zdąży zrobić, to o co się go prosi, jeśłi nie będzie miał czasu porozmawiać z sekretarzem, zanim coś się stanie?
Babka udawała, że śpi, ale cały czas wiedziała, że nikogo tym nie oszuka, i w końcu powiedziała, że Bóg urządził wszystko tak, że nic groźnego nie może się stać od chwili, gdy ktoś się modli, do chwili kiedy Bóg dowiaduje się, o co go się prosi, a wtedy wnuczka zapytała ją, jak to jest, kiedy człowiek się modli, spadając z sosny, a więc znajduje się w powietrzu.
- Ha, ha - odparła babka i ożywiła się. - Wtedy Bóg sprawia, że zawiśniesz na gałęzi."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz