czwartek, 17 grudnia 2015

BAMBINO - To jest to!


Mamy akurat czas około Mikołajkowy, a więc mnóstwo prezentów i radości. 
Dzieci piszą i rysują listy do św. Mikołaja i pod choinkę, a dorośli zajęci zakupami, sprzątaniem i przygotowaniami do Wigilii mogą niestety zapomnieć o tym, co najcenniejsze podczas  
Świąt Bożonarodzeniowych. 
Ale mam nadzieję, że pociechy przypomną i choć na chwilę oderwą swoich rodziców od przyziemnych spraw.
BAMBINO daje możliwość wyruszenia w wesoły świat kolorów, 
oderwania się od rzeczywistości.
Czy to list, czy praca na konkurs, czy też kartka dla najbliższych
na pewno zachwyci! 

Kredki, farby, plastelina to sposób na przeżycie czegoś wyjątkowego.










Produkty BAMBINO wyzwalają kreatywność, realizują oryginalne pomysły, 
przekazują indywidualne spojrzenie na świat każdego dziecka.
Nie sposób przejść obojętnie wobec prac własnych dzieci, które z takim zaangażowaniem włączyły się w przygotowania do świąt.






Na fali wykonywania niezliczonych prac plastycznych podczas długich, ciemnych wieczorów,
w końcu zrealizowaliśmy także przekładany z roku na rok
Kalendarz Adwentowy.
Forma pociągu pozwala na włożenie do każdego wykolorowanego wagonika bardzo oryginalnych zadań na każdy dzień, a że wymyślał je tata niektóre są naprawdę dziwaczne!

POLECAMY ZABAWĘ 
Z BAMBINO!




niedziela, 1 listopada 2015

"ŁOWCA SŁÓW" Susin Nielsen



Książkę "połyka się" w jeden wieczór. Nie wiem co bardziej mnie wciągnęło. Czy emocjonujący styl pisarski, czy pomysł na fabułę czy oryginalny bieg akcji. Sam bohater - nastolatek już wzbudza spore zainteresowanie. Nie spotyka się raczej, by chłopak w wieku 12 lat miał większe problemy w szkole z kolegami? Ale on nie jest jak każdy przeciętny uczeń. Wychowywany przez nadopiekuńczą matkę, chroniony przed wszelkim ryzykiem i niebezpieczeństwem, uczulony na orzeszki arachidowe sam siebie uważa za odmieńca. Ciągłe przenosiny z miasta do miasta nie pozwalają mu na zawieranie przyjaźni. Trzech kolegów zirytowanych jego dziwactwami ciągle mu dokuczają, ale gdy dochodzi do poważnego wypadku, matka postanawia o zabraniu syna ze szkoły. Odtąd Ambroży siedzi całymi dniami w pokoju, ucząc się korespondencyjnie. Nudę pozostałego wolnego czasu wypełnia mu intrygująca znajomość z sąsiadem - synem właścicielki domu. Swoim powrotem z więzienia wprowadził zamieszanie w obu rodzinach. Młodych mężczyzn łączy pasja układania słów.  Panujący początkowo między obojgiem strach, dystans i niechęć ustępuje szczeremu zainteresowaniu, a nawet przyjaźni. Tylko ciągle bojąca się i nerwowa matka naszego bohatera nie daje się przekonać złodziejowi i narkomanowi. Do samego końca unika konfrontacji i rozmowy z Cosmo, obawiając się złego wpływu byłego więźnia na syna. Los chciał jednak inaczej. Ambroży pozbawiony uczucia wcześnie zmarłego ojca znalazł oparcie w sąsiedzie, a ten dzięki pomocy upartego podopiecznego odnalazł nowy sens życia, a przypadkiem także miłość do Amandy. Każdy z nich uważając siebie za nieudacznika dał drugiemu coś, co zmieniło na zawsze ich spojrzenie na świat. Niebagatelną rolę odegrały tu również litery i słowa, które połączyły ludzi oraz ich losy. Gra scrabble nie tylko stanowi tło historii dodając jej dynamiki i głębi, ale stała się niejako główną postacią występującą w lekturze doprowadzając do rozwiązania wszystkich problemów bohaterów.  Bardzo optymistyczna, fajna powieść młodzieżowa. Szczerze polecam!




"Miałem złe przeczucia. bardzo złe. Dlatego zamiast wrócić do mieszkania, obiegłem dom i wślizgnąłem się do chevroleta. Czekałem skulony na podłodze za przednim siedzeniem.
Kilka minut później Cosmo wsiadł i odjechał.
Podróż trwała niespełna pół godziny. Nogi mi ścierpły, a pasek od spodni boleśnie wpijał się w ciało, blokując krwiobieg. Zaczynałem się martwić, że jeśli Cosmo wybrał się na dłuższą przejażdżkę, trzeba mi będzie amputować wszystko od pasa w dół. Przerażony tą myślą, postanowiłem zmienić pozycję. Wykorzystałem moment, gdy przeraźliwie głośno zabrzmiał klakson innego auta mknącego w pobliżu, i przesunąłem się nieco.
Z nowego miejsca niewiele widziałem przez okna samochodu, ale zorientowałem się, że jesteśmy w szemranej dzielnicy. Mignęło mi kilka budynków, które miały okna zabite dechami. Po ulicach kręcili się żałośni osobnicy o koszmarnym wyglądzie, bardziej podobni do zombiaków niż do normalnych ludzi. Paru łaziło między autami, jakby nie dbali o to, czy zginą pod kołami, czy cudem przeżyją. Szczerze mówiąc, zdjął mnie strach. Żałowałem teraz, że nie zostałem w domu. 
Nie miałem pojęcia, czy to ze strachu, czy z powodu kłopotów z trawieniem poczułem nagle, że muszę puścić bąka. Zrobiłem to wolno, wolniusieńko. Cosmo wprawdzie nie słyszał mojego pierdzenia, lecz nieuchronnie poczuł smród. Wszystkie okna były zamknięte.
- Koszmar. Ależ tu cuchnie! - usłyszałem mamrotanie. Łudziłem się, że otworzy okna, lecz uznał pewnie, że śmierdzi na zewnątrz, więc pozostały zamknięte.
Gdy zaczynało mi się zbierać na mdłości, Cosmo na szczęście zatrzymał się przy krawężniku. Skuliłem się znowu i poczułem powiew świeżego powietrza, gdy opuścił szybę po stronie kierowcy.
- Hejka. Macie towar? - usłyszałem jego głos.
Nagle ujrzałem przy oknie dwóch oprychów: gościa z długimi tłustymi kudłami i łysola bez jednego włoska na wytatuowanym łbie: niebieskawe łapsko ściskało mu czachę. Zwinąłem się w kłębek.
- Co byś chciał?
- Cokolwiek - burknął Cosmo.
- Masz kasę - jest towar - odparł wytatuowany i sięgnął do kieszeni.
Długowłosy brudas zajrzał do środka przez tylną szybę i mnie zobaczył.
- Dla szczyla też weźmiesz działeczkę?
Ojejku!
Cosmo odwrócił się powoli. Wyprostowałem się i pomachałem mu nieśmiało.
- Siemanko - wyjąkałem."



Wydawnictwo Akapit-Press




piątek, 30 października 2015

"LICZĘ SOBIE" Wojciech Widłak, Zofia Stanecka, Rafał Witek






Super pomysł na połączenie nauki z zabawą! Pisze to mama bardzo ciekawskich uczniów.  Choć podręczniki są coraz fajniejsze dla dzieci, bardziej przychylne włączaniu zabawy do zadań, to takich lekturek nigdy nie będzie dość na rynku. Te wyróżniają się przede wszystkim wybitnymi nazwiskami autorów: Zofia Stanecka, Wojciech Widłak i Rafał Witek. Tylko przypomnę, bo chyba każdy zna te nazwiska. To twórcy uwielbianych przez dzieci takich bohaterów jak - Basia, Pan kuleczka, Kaczka Katastrofa oraz Julka Kulka czy Fioletka. Wszyscy troje piszą książki, wiersze, opowiadania w "Świerszczyku" - najlepszym, najstarszym i jedynym takim czasopiśmie dla dzieci szkolnych w kraju.



 "Liczę sobie" to zbiór książeczek edukacyjnych przeznaczonych dla dzieci w różnym wieku. Stąd podział na poziomy. Zróżnicowane stopnie trudności zadań i ćwiczeń pomogą wybrać odpowiednią lekturę. Przepiękna szata graficzna przyciągnie wzrok najmłodszego czytelnika. Nie zaskoczę jeśli napiszę, że wróżę i życzę temu projektowi co najmniej tak wielkiego sukcesu i popularności jak poprzedniej serii - "Czytam sobie", gdzie powstają ciągle nowe tytuły. Bardzo nas to cieszy! Mam nadzieję, że tak rozrośnie się również i to matematyczne wydanie Egmontu. 





Każda książeczka to osobna historia z ciekawymi bohaterami - Królem Gromorykiem i kotem Gadułą, Sczurkami oraz robotem Fredkiem i Jagodą zmagającymi się z różnymi zadaniami, dlatego potrzebna jest im pomoc dziecka:-).Wesołe ilustracje, interesujące łamigłówki, intrygujące pytania wciągają na długo. Pod względem merytorycznym nowoczesne podręczniki dla klas 1-3 pozostawiają wiele do życzenia, stąd wielka potrzeba rozwijania zdolności matematycznych. Seria "Liczę sobie" wspiera rozwój motoryczny, myślenie abstrakcyjne oraz przyczynowo-skutkowe. Przy dzisiejszym bardzo ograniczonym i mało wymagającym programie nauczania wczesnoszkolnego nasze sprytne i chętne do nauki dzieci po prostu nudzą się na lekcjach. Ich energia i możliwości poznawcze są nieograniczone, dlatego też przy braku uwagi dorosłych czy małym zainteresowaniu szkolnym sięgają do internetu, gier i tabletów. A to może skończyć się nie zawsze dobrze.




Mój pierwszoklasista z łatwością poradził sobie z poziomem 1, z radością zrobił poziom 2, ale już przy trzecim pomagała starsza siostra. Cały cykl obejmuje wiek 4-9 lat. Do tej pory wydano po dwie różne przygody z każdego stopnia trudności. Wszystkie bardzo starannie wydane, w formacie mieszczącym się w małych rączkach, z grubszymi kartami do pracy i naklejkami do uzupełniania. Okładki oferują również dyplom sukcesu potwierdzający nabycie przez dziecko ćwiczonych umiejętności ku wielkiemu samozadowoleniu młodego adepta nauki. 





Zadania mają różną postać - jak zadania otwarte, zamknięte, z treścią, do uzupełnienia, zakreślenia, porównania czy własnego wymyślenia. Nie ma dwóch identycznych. Duże litery i proste polecenia sprzyjają samodzielności. Zabawne historie i perypetie bohaterów rozwijają wyobraźnię, pobudzają do myślenia, wyciągania wniosków, formowania osądów. Piękny literacki język wzbogaca słownictwo, uczy nowych słów i pojęć. Wiele problemów wymaga odmiennego podejścia i rozwiązania. To cieszy dzieci, bo mogą same wymyślić swoje własne zakończenie czy wyjście z kłopotów. Nikt niczego nie narzuca.




Dziecko zaczyna dostrzegać powiązania z matematyką w każdej dziedzinie życia. Niby proste ugotowanie jajek, czy zwykłe, codzienne kłótnie z braćmi albo naturalny konflikt psów ze szczurami, a jednak wszędzie potrzeba obecności liczb, równań, miar, bo bez tego nie da się po prostu funkcjonować.  Przyczyna, skutek, równowaga, symbolika to abstrakcyjne dla dziecka pojęcia, ale już od najmłodszych lat nieświadomie potrafi się nimi posługiwać. Matematyka jako królowa nauk, pomaga zrozumieć związki między faktami, odkryć prawidłowości rządzące światem, uporządkować swój sposób patrzenia na otoczenie.

Szczerze polecam!





Wydawnictwo Egmont